

Retusz zdjęć
Aranżacje AI
Renowacja starych fotografii
Przygotowanie fotografii produktowej
Dla wielu osób Helios to pierwszy wybór na start przygody z manualną optyką, obiektyw często jest określany mianem kultowego. Ta radziecka konstrukcja, będąca kopią niemieckiego Carla Zeissa Biotara, mocowana jest na gwint M42. Przez lata urosła do rangi legendy, choć bazując na moich doświadczeniach – legenda ta jest mocno przesadzona.
Przez moje ręce przeszły różne wersje tego szkła: starsze 44M i 44M-4 oraz nowszy 44M-6. Różnice między nimi okazały się ogromne, a moje wnioski mogą być dla wielu fanów tej marki dość kontrowersyjne.

Obiektyw Helios 44M-4.
Koneserzy radzieckiej optyki twierdzą, że aby trafić na dobry egzemplarz, trzeba przetestować ich przynajmniej dziesięć. Mnie cierpliwości starczyło na trzy sztuki (modele 44M oraz dwa egzemplarze 44M-4). Niestety, żaden nie zachwycił.
Wszystkie łączyła fatalna jakość wykonania. W zestawieniu ze starymi japońskimi obiektywami manualnymi, z którymi miałem do czynienia, radziecka mechanika wypadała blado.
Największym problemem była kultura pracy. Pierścień przysłony stawiał tak nienaturalny i tępy opór, że podczas jego obsługi chwilami bałem się, że ukręcę gwint w aparacie. Walka z „radziecką naturą” sprzętu skutecznie zabijała całą przyjemność z fotografowania. Nawet profesjonalny serwis jednego z egzemplarzy nie przyniósł znaczącej poprawy – kiepskie materiały i lata eksploatacji robią swoje.
Jakość obrazu w wersji 44M-4 była akceptowalna od pełnego otworu przysłony (f/2), podczas gdy starszy 44M wymagał przymknięcia, by zniwelować „mydlenie”.
Słynny swirly bokeh, czyli wirujące rozmycie tła, to cecha, która jednych zachwyca, a innych odrzuca. Ja należę do tej drugiej grupy. W starszych wersjach Heliosa rozmycie bywało wręcz karykaturalne – przesadnie plastyczne i krzykliwe. Porównałbym ten efekt do wizualnego disco-polo – jest efektownie, ale niezbyt wyszukanie. Choć zdjęcia miały swój specyficzny charakter, wady optyczne i słaba praca pod światło pozostawiały wiele do życzenia.
Helios 44M-6 z założonym adapterem M42 – Canon R.
Moje podejście zmieniło się dopiero niedawno, gdy przypadkiem trafił do mnie Helios 44M-6. Jest to wersja eksportowa wyprodukowana w 1991 roku, pod koniec istnienia ZSRR. Model ten rzadziej bywa określany mianem „kultowego”, a jego bokeh nie jest tak agresywnie zakręcony jak w starszych wersjach, jednak to właśnie te cechy sprawiają, że pracuje mi się z nim najlepiej.
Obiektyw stanowi zupełnie inną ligę pod względem mechanicznym, oferując płynną i precyzyjną pracę pierścieni, co znacząco podnosi komfort obsługi. Poprawiona optyka charakteryzuje się lepszą ostrością, a powłoki antyrefleksyjne skuteczniej niwelują bliki. Plastyka obrazu stała się bardziej wyważona, tracąc dawną, krzykliwą charakterystykę na rzecz technicznej poprawności i przyjemnej dla oka miękkości.
Starsze wersje Heliosa (44M, 44M-4) uważam za sprzęt dla masochistów. Jeśli jednak planujesz zakup, sugeruję omijać aukcje internetowe i szukać ofert z odbiorem osobistym, by własnoręcznie sprawdzić stan obiektywu. Zdecydowanie polecam natomiast model 44M-6. To udana konstrukcja o ciekawszej plastyce niż współczesne, sterylne szkła. Jestem z niego bardzo zadowolony, również dlatego, że generowany obraz jest elastyczny w profesjonalnym retuszu. Póki co – zostaje w mojej torbie.
Młode liście na gałązce. Ostrość ustawiona punktowo na pierwszy plan. Helios 44M-6

Komin Huty Szkła w Antoninku. Odbicie w tafli wody.

Zachód słońca nad polem. Zdjęcie wykonane pod światło z widoczną flarą.

Owoce dzikiej róży. W tle widoczny charakterystyczny dla Heliosa wirujący bokeh (swirly bokeh).

Krajobraz z drzewami i łąką. Zdjęcie przy domkniętej przysłonie.

Owoce dzikiej róży. W tle widoczny charakterystyczny dla Heliosa wirujący bokeh (swirly bokeh).

Dmuchawce na mocno rozmytym tle.